Strona:Stanisław Antoni Wotowski - Niebezpieczna kochanka.djvu/94

Ta strona została uwierzytelniona.

jak się mówi, gdy się chce kogoś przygotować na okropną nowinę:
— Pani hrabino! — Takie nieszczęście!
— Mówże prędzej!
— Iwan się powiesił!
— Kto? — powtórzyła, jeszcze nie rozumiejąc.
Subretka wzburzona, jęła tłomaczyć:
— Kozak Iwan! Dziś w nocy, na drzewie, tem w lasku... Nad ranem go odnaleziono... Och, jakiż straszny po śmierci. Oczy ma szeroko otwarte i wygląda, jak gdyby chciał się na kogoś rzucić!
Orzelska odetchnęła głęboko, poczem, niby w zadumie, pochyliła głowę.
— Biedak! — wyszeptała po chwili głosem, w którym zadźwięczało świetnie udane współczucie i ból. Cóż go skłoniło do podobnie rozpaczliwego kroku? Wprawdzie od kilku dni był nieswój, zamyślony. Szkoda Iwana! Wielka to dla mnie strata... Taki uczciwy człowiek i taki do mnie przywiązany...


88