Strona:Stanisław Antoni Wotowski - Rycerze mroku.djvu/135

Ta strona została uwierzytelniona.

zauważył, że kasjer ma jakiegoś miłego gościa, bo w przedpokoju wisiało niewieście palto.
— Zajęty jesteś?
Pana Mary zechciała łaskawie mnie odwiedzić?
— Mary?... Ta dziewczyna?... Wszak wiesz już, kim ona jest!
— Cóż z tego, bardzo miła kobieta!
Spojrzał ze zdumieniem na przyjaciela — toć obaj od dwóch dni wiedzieli wszystko o rzekomej kinematograficznej artystce, — a wiadomość tę, zarówno, jak i wiadomość o zamieszkiwaniu Welskiego u Balasa, zdobył hrabia od owego draba, któremu dwukrotnie zlecał napadać na kuzyna.
— Dziwię się... — począł — wypraw ją jaknajprędzej! Mam ważne wiadomości!
— Chcesz mi powiedzieć, że się „tamto” nie udało?.. Już wiem... Zaczekaj, mnie lepiej się uda!.. Wejdź cicho do kuchenki...
Leszczyc nie wiele rozumiał, lecz usłuchał polecenia Bilukiewicza. Bez szelestu, znalazł się wewnątrz mieszkania i zniknął w kuchence, podczas, gdy kasjer, rzuciwszy parę głośnych zdań w stronę pustej klatki schodowej, jakby się z kim żegnał, powrócił do pokoju.
— Kto to był? — zapytała Mary, gdyż ona to w rzeczy samej znajdowała się u kasjera.
— Et, nudziarz! Leszczyc!

— Już poszedł?

129