Strona:Stanisław Antoni Wotowski - Rycerze mroku.djvu/224

Ta strona została uwierzytelniona.

dwuletniem więzieniem został, mój ówczesny kolega — pan Alfred Welski. Kradzieży tej dokonałem w taki sposób — że mając dorobiony do kasy klucz, powróciłem po godzinach biurowych do banku i niepostrzeżenie zamieniłem depozytową paczkę na inną, z góry przez siebie, przygotowaną.
Następnie, aby zepchnąć na pana Welskiego podejrzenia, podrzuciłem w czasie rewizji, do jego teczki, dwa pięćsetzłotowe banknoty, jakoby pochodzące z kradzieży. Niniejsze zeznanie własnoręcznie napisałem, jednocześnie zaś przesyłam do banku X, przywłaszczone dwadzieścia tysięcy...
Dalej widniał podpis i data.
— Wystarczy! — rzekł Drohojowski, odczytawszy tą spowiedź — Wyjedzie pan z panem Denem do Gdańska, doręczy mu... te... pieniądze... a potem może robić, co mu się żywnie podoba! Nie radziłbym tylko pozostać w Polsce! Za trzy dni, papier ten znajdzie się u prokuratora!
W chwilę później, Welski odezwał się do Dena:
— Rzecz dziwna, iż zawsze łotr prawdziwy potrafi wykręcić się sprawiedliwości bezkarnie!
— Hm... — odparł detektyw, uśmiechając się lekko — Uwięzić Bilukiewicza bardzo łatwo, ale...
— Ale?
— Proszę nie zapominać, że wraz z nim i pan zająłby znowu miejsce na ławie oskarżonych! A choć ja, osobiście, pańskie postępowanie i obecność przy włamaniu, należycie sobie tłomaczę... nie wiem, czy sąd byłby tego samego zdania...



218