Strona:Stanisław Antoni Wotowski - Tajemniczy wróg.djvu/71

Ta strona została uwierzytelniona.

mierzał najbezczelniej powrócić do pałacu. — Zachowanie Jana wydaje mi się bardzo podejrzane!
— Pilnuj pan sam siebie! — warknął, ocierając krew spływającą z czoła. — Nie wiem, kto z nas tu więcej podejrzany!

ROZDZIAŁ V.
Kto zabił?

Niezadługo pełno było policji w pałacu. Podczas, gdy niżsi funkcjonariusze starannie badali pokoje, w których rozegrał się dramat i przetrząsali niemal każdy krzak w ogrodzie, komisarz Relski który osobiście przybył na miejsce, rozpoczął badanie.
Był to wytrawny urzędnik, mężczyzna w sile wieku. Siedział za niewielkim stolikiem, który polecił wynieść na taras.
Pierwsze promienie wschodzącego słońca złociły wesoło wierzchołki drzew i aleje parku. I znów stwierdzałem mimowoli różnicę, zachodzącą pomiędzy ponurą rzeczywistością a pogodą i weselem przyrody. Zbyteczne jest dodawać, że zwłok barona nie znaleziono ani w ogrodzie, ani też w pobliżu pałacu i że żaden ślad nie wskazywał bliżej na to, dokąd został wyniesiony. Panna Lili i ja, jako bezpośredni świadkowie zbrodni, pierwsi składaliśmy nasze zeznania.
Staliśmy obok stolika, zajętego przez komisarza i od naszych wyjaśnień rozpoczął śledztwo.

— Baron został porwany — począł — lub wywieziono go nieżywego, aby tym lepiej ukryć zwłoki.

65