Strona:Stanisław Antoni Wotowski - Upiorny dom.djvu/103

Ta strona została uwierzytelniona.

Pani Kińska...
Dyrektorowa? Właścicielka Litycz?
Przyjmowała w zamordowaniu Kirsta bezpośredni udział? Jej się przed śmiercią najwięcej obawiał?
Byłaż więc ona tą... Tak tą samą, która przedtem?... A obecnie?...
Czemu sieci zastawia na Freda?...
Den uśmiechnął się...
Och! Wyjaśnienie tej zagadki wydawało mu się postokroć łatwiejsze, niźli walka z duchem.

Tymczasem panna Irma i panna Lola po odejściu detektywa, również szybko opuściły restauracyjną werendę. Niespodziewane spotkanie wywarło snać wrażenie, bo szły obie Alejami Ujazdowskiemi, w milczeniu bez słówka, tylko na ich twarzyczkach zarysowały się nieokreślone uśmiechy.
Lecz miast udać się na Tamkę, gdzie jakoby zamieszkiwały, skręciły nagle w jedną z bocznych, ciemnych ulic.
Tam, rychło z mroku wypłynęła sylwetka, wysokiego mężczyzny. Podszedł do nich i cicho zapytał:
— Dał się nabrać?
— Poszło, jak z płatka! — zachichotała Irma. — Rozpalił się, niczem w ogniu żelazo...
— Nic nie podejrzewał? Żeście gadały tak głośno?

— Nic! Tańczył, niby pies na dwóch łapach...

97