Strona:Stanisław Antoni Wotowski - Upiorny dom.djvu/125

Ta strona została uwierzytelniona.

ręką Mateusza. Tu i owdzie porozsuwane krzesła i porozrzucane przedmioty świadczyły o pośpiechu ucieczki do Litycz, po tragicznym seansie. Również w pokoju stryja Karola, oddzielonym li tylko niewielkim gabinecikiem od sypialni Freda, leżały rozwarte na stole książki, które studjował przed udaniem się do djabelskiej komnaty.
— Jak chcesz, stryju? — zapytał, ziewając Fred,Śpiemy razem, czy też każdy u siebie oddzielnie?...
Pan Karol był tego wieczora stanowczo owiany bohaterskim duchem.
— Sądzę, — odrzekł buńczucznie, — iż najlepiej zrobimy, zajmując poprzednie pokoje... Myślisz, że się boję... Nie takie strachy już widziałem w mojem życiu... Zresztą sprawdziłem... Drzwi prowadzące na górę są zamknięte a tu nic nam nie grozi... Położysz się spać, a ja jeszcze popracuję...
To oświadczywszy, oddalił się do swej komnaty i zapaliwszy lampę, poważnie usiadł przy biurku. Fred tylko wzruszył ramionami, zbyt jednak był zmęczony, aby dłużej przekomarzać się ze stryjem. Tak, jak stał, w ubraniu, rzucił się na łóżko i rychło zasnął twardym, zdrowym snem, pozostawiając zapaloną świecę.
Pan Karol zaś nie odgrażał się próżno... Najprzód wyjął przyniesione notatki z kieszeni, rozprostował je starannie, a potem położywszy je na stole, począł ołówkiem coś w nich zakreślać i rysować. Wydawało się, że szkicuje jakiś plan i że plan ten bada skrupulatnie.
— Raz jeszcze sprawdzę! — mruknął.

Sięgnął po jeden z grubych tomów, leżących na

119