Strona:Stanisław Antoni Wotowski - Upiorny dom.djvu/129

Ta strona została uwierzytelniona.

elektryczną latarkę, namyślał się długą chwilę, zanim ruszył naprzód.
Lecz, zawziął się snąć teraz i za wszelką cenę postanowił zamierzone doświadczenie wykonać, bo zanurzył się w ponury korytarz i posuwał się powoli, przezornie rozglądając się na wszystkie strony.
Lecz czy „demon” obecnie nie zamierzał się jeszcze ukazać, czy też umyślnie wciągał on śmiałka, aby później tem dotkliwiej dać się mu we znaki — w korytarzu panowała martwa cisza i pan Karol, bez przeszkód, dobrnął przed drzwi, wiodące do upiornego pokoju.
Nacisnął klamkę — były otwarte.
Ciężko westchnął i wciąż świecąc latarką wślizgnął się do wewnątrz.
I tu pozorny spokój.
Powiodł wzrokiem dokoła i uśmiechnąwszy się z zadowoleniem, postanowił skorzystać z tych sprzyjających warunków. Rozwarłszy torebkę, wcisnął prędko świece w srebrne lichtarze i zapalił je. Ich blask wraz z elektryczną latarką rozwidnił mroki, ale pan Karol nie wdawał się w szczegółowe oględziny niesamowitej komnaty, wygląd jej zbyt dobrze mu był znany.
Inne zaprzątały go troski — należało szybko działać i zabezpieczyć się.
To też jął postępować w myśl z góry ułożonego planu, a właściwie według wskazówek, zawartych w księdze Corneliusza Agrippy.

Wciąż trzymając latarkę elektryczną w dłoni, nakreślił koło magiczne tak, obliczywszy, aby miało ono pięć stóp średnicy. Później narysował punkt, pośrodku

123