Strona:Stanisław Antoni Wotowski - Upiorny dom.djvu/16

Ta strona została uwierzytelniona.

— Dlatego właśnie przybiegłem do ciebie!... Ty taki zimny, o stalowych nerwach, opanowany, może prędzej coś zrozumiesz z tej historji i nam dopomożesz, bo my nie wiemy już sami, co czynić...
— Zapal papierosa i zacznij od początku! — oświadczył detektyw, wyciągając srebrną, pokrytą monogramami papierośnicę. — Chętnie posłyszę opowieść o czartach...
Po drżeniu palców przyjaciela, gdy ten wyjmował papierosa, poznał, jak wielkie jest jego podniecenie.
— Zacznę więc od początku — jął mówić Fred, głęboko zaciągnąwszy się dymem. — Od początku.... Jak wiesz, w naszym majątku, Podbereżu, znajduje się duży pałac, który czasem nawet zwą zamkiem, gdyż zachowała się jeszcze stara baszta... Zamieszkujemy tam, rodzice przed wojną umarli — moja siostra, ja i stryj Karol... brat nieboszczyka ojca.. nie licząc kilku osób ze służby. Wychowałem się wraz z moją siostrą w tym zamku od dziecka i nigdy nic podejrzanego nie zauważyłem... Zaczęło się dopiero od miesiąca...
— Co się zaczęło?
— Stryj Karol jest zwarjowany na punkcie okultyzmu! Odkąd, utracił swój majątek, zamieszkał z nami, wciąż powtarzał, że „wyczuwa”, iż w pałacu „straszy”. Twierdził, iż w nocy słyszy szmery, dziwne stąpania, ba, nawet widzi niezwykle światełka...
— Zwykłe halucynacje?

— I ja tak z początku sądziłem, śmiejąc się porządnie ze stryja! Bez żadnego respektu wydrwiwałem jego stare księgi, przeróżnych Agrippów, Paracelsów

10