Strona:Stanisław Antoni Wotowski - Upiorny dom.djvu/17

Ta strona została uwierzytelniona.

i Lewich, w których wciąż siedzi zatopiony, mniemając, że pod ich wpływem ulega urojeniom...
— Rzecz oczywista!
— Zaczekaj! Rychło jednak zmuszony byłem uznać, że nie wszystko złożyć się da na karb wyobraźni.
— Ciekawe? — mruknął detektyw, nadal ironicznym tonem.

— Z kolei, poczęła opowiadać o strachach, Wandzia, moja siostra... A wiesz... Wanda, to niewiasta kresowa! Niemal nie zsiada z konia, wiecznia ugania się z psami po polach, dobrze umie się obchodzić i z browningiem i z dubeltówką i byle czem jej nie nastraszysz! Otóż, abyś dobrze zrozumiał całą historję, muszę ci opisać rozkład naszego pałacu. Dół zajmuję ja wraz z siostrą i służbą, pierwsze piętro składa się z długiego korytarza, a po obu stronach znajdują się pokoje. Dotychczas rzadko, który nasz gość tam nocował i sami nazywaliśmy górę muzeum, ze względu na zapełniające komnaty stare sprzęty i obrazy. Kiedy sprowadził się do nas stryj Karol, zajął dwa pokoje po lewej stronie korytarza, to choć przedtem, ani my, ani odwiedzające nas osoby, nie zauważyły nigdy zjawisk niezwykłych — mimo, że i o naszym pałacu, jak i o każdym starem domostwie krążą różne legendy — jął twierdzić z całą stanowczością, że w komnatach naprzeciw po prawej stronie „straszy” i że objawy te biorą swój początek, w pokoju ostatnim w głębi korytarza... Wtedy Wanda, chcąc sama sprawdzić, ile prawdy zawiera opowiadanie stryja, postanowiła tam zanocować. Pierwszej nocy posłyszała jakby brzęk, ciągnionych po korytarzu

11