Strona:Stanisław Antoni Wotowski - Upiorny dom.djvu/182

Ta strona została uwierzytelniona.

Istotnie, pod wpływem nowej „czynności” magicznej detektywa, deszczułka z wypalonym czartowskim znakiem jęła się usuwać, a zamieniła ją inna, gładka tafla. Rychło przedstawiała podłoga gładką powierzchnię i nic już nie przypominało tragicznego seansu.
— Tam, do licha? — zaklął Fred. — Ale, kto? W jakim celu?
— Chcesz zapytać — rzekł Den — kto to pourządzał i jaki miał w tem cel, żeby was straszyć?
— Naturalnie... O, łajdak...
— Otóż, skąd się tu wzięły aparaty, mogące człowieka przyprawić w ciemnościach o wstrząs nerwowy, wiem i zaraz wyjaśnię... Natomiast nie wiem jeszcze, czyja przewrotna wola kierowała niemi ostatnio...
— Panie Den... Prędzej... Umieram z zaciekawienia! — wyrwał się żywy okrzyk Wandzie, która zdążyła ochłonąć z niemiłych wrażeń.
Uśmiechnął się lekko.
— Chwila cierpliwości! Zanim wszystko powtórzę, chcę wam pokazać w jaki sposób maszynerja działa...
Ująwszy do ręki jedną z zapalonych świec, ustawionych na środku podszedł do okna i dając im znak, aby się zbliżyli, szczegółowo jął objaśniać:

— We framudze znajduje się niewielka znakomicie ukryta metalowa strzałka, niby rodzaj kontaktu elektrycznego. Gdy jest opuszczona na dół, cała maszynerja pozostaje bez ruchu i można dowolnie naciskać inne gu-

176