Strona:Stanisław Antoni Wotowski - Upiorny dom.djvu/34

Ta strona została uwierzytelniona.

Urwał — znaleźli się już bowiem w olbrzymiej sali jadalnej.
Jadalnia sprawiała imponujące wrażenie. Oświetlał ją szereg dużych weneckich okien i łatwo pomieścić mogła ze sto osób. Na ścianach rodzinne portrety, śród nich porozrzucane wypchane głowy jeleni, bawołów, dzików i żubrów — trofea myśliwskie.
Przy wejściu dwaj rycerze w pełnych zbrojach, trzymający kopje w opancerzonych dłoniach, rzekłbyś ludzie żywi, strzegący domowników przed napaścią. Tu i owdzie ciężki kredens, pełen srebra i kryształów, lub szafa pięknie rzeźbiona.
Gdy Den przystanął na chwilę, podziwiając to urządzenie, rzadko w obecnych czasach dające się napotkać, na jego widok, z za stołu, ginącego wprost w tej olbrzymiej sali, powstała na spotkanie przystojna, dwudziestoletnia panna. Była tak podobna do Freda, że na pierwszy rzut oka każdy rozpoznałby w niej siostrę gospodarza. Też same rysy, jasno niebieskie oczy, złoto blond włosy. Wzrostu wysokiego, znakomicie rozwinięta, o ruchach energicznych — stanowiła idealny typ dziewczyny — sporstmanki.
Wślad za nią uniósł z miejsca starszy mężczyzna również wysoki, choć nieco przygarbiony, o długich siwych włosach i niemniej długiej siwej brodzie, którego oczy zasłaniały okulary w złotej oprawie.
— Moja siostra... i stryj Karol! — wymówił Podbereski, przedstawiając Dena.

Podczas gdy detektyw całował wyciągniętą rączkę

28