Strona:Stanisław Antoni Wotowski - Upiorny dom.djvu/47

Ta strona została uwierzytelniona.

Wszedł prosto do „djabelskiego pokoju”, sąsiadującego z sypialnią i tam przystanął.
Pokój, za dnia wydał mu się mniej ponury. Słońce dotarło do najdalszych zakątków, odbierając komnacie niesamowity i przykry charakter.
Den postanowił, zanim nadejdzie Mateusz, raz jeszcze wszystko zbadać.
Pomimo jednak, że opukiwał wyjętym z kieszeni młoteczkiem ściany, że zajrzał do kominka, odsuwał meble, zdejmował ze ściany obrazy, czołgał się po podłodze — znów nie mógł wykryć nic podejrzanego. Wszedł nawet do wewnątrz wielkiej gdańskiej szafy, tam poszukując potajemnego przejścia — daremnie! Wreszcie przystanął przed dużym portretem wmurowanym w ścianę. Wyobrażał on mężczyznę o dumnym zawziętym wyrazie twarzy, w pancerzu, którego dłoń spoczywała na obnażonym mieczu. U góry po łacinie napis: Simeonus Podbereski i herb z mitrą książęcą, taką bowiem odznakę posiadali Podberescy, choć nie używali tytułu.
Den wspominał opowiadanie stryja Karola.
— Więc to ty może — mruknął — któremu przypisują dzisiejsze przykrości, ukrywałbyś sekret?
Lecz najszczegółowsze oględziny obrazu, nie dały rezultatu.
Zniechcęcony, powrócił do sypialni i otworzył walizkę. Tam znajdował się jeden sekret, za pomocą którego zamierzał wieczorem sprawdzić istotną „naturę” ducha.

Może....

41