Strona:Stanisław Antoni Wotowski - Upiorny dom.djvu/83

Ta strona została uwierzytelniona.

wanego awanturnika, gdyż były tylko przypuszczenia — a prasa trąbiła na alarm, że w biały dzień w okolicach Warszawy bezkarnie zabito i ograbiono znanego w szerokich kołach stolicy człowieka, oskarżając policję o bezczynność.
Powoli wszystko cichło. Z biegiem czasu coraz więcej nabierano przekonania, że zapewne nigdy nie uda się ustalić kim był Kirst w rzeczy samej i czy popełnił on czyny, o które go posądzano.
Lecz zagadka ta nadal trapiła Dena.
Choć od czasu śmierci tajemniczego „barona” upłynęło dobrych kilka miesięcy, wciąż do sprawy powracał i chwilami wydawało mu się, że pochwyci tyle upragniony ślad, mogący doprowadzić do wyświetlenia prawdy. Ale słaba nić rwała się wkrótce i Den ze zniechęceniem opuszczał ręce, postanawiając nad beznadziejnem zadaniem postawić krzyż raz na zawsze.
W takim to nastroju ducha, udał się do Podbereża, pragnąc o „zagadnieniu Kirsta” zapomnieć, trochę na wsi się rozerwać i na „figlach” przyłapać niesfornego ducha.
Niestety, wypadki zadały kłam oczekiwaniom!
Pierwszą wizytą, jaką złożył Den, po przyjeździe do Warszawy, była wizyta u pana Prospera Turło, prezesa jednego z Towarzystw Metapsychicznych.
Turłę znał detektyw dość mało, lecz sądził, że u niego znajdzie niezbędne informacje, mogące należycie oświetlić niezwykłe wypadki w Podbereżu.

Prosper Turło, człowiek wysoki, szpakowaty, o dużej, siwizną przyprószonej czuprynie i krótkiej bródce,

77