medią i by aż tylu ludzi dało się wciągnąć do niecnego spisku. Mniema, że histeryczne mniszki, przebywające w asceze, wciąż słysząc o pięknym proboszczu, jęły śnić o nim na jawie i w rzeczy samej wydawało im się, że do nich, po nocy, przybywa, je kusi... Dodaje Eliphas szczegół ciekawy — nie pamflet miał być przyczyną nienawiści kardynała do Grandier. Obaj, pono, zajmowali się magią: Urban posiadał tajemnicę transmisji laski magicznej — i Richelieu na próżno przelania tej tajemnicy, jakoby się domagał...
Pozostawmy domysły i wróćmy do toku sprawy.
Przyjaciele duchownego doradzają mu ucieczkę. On, w poczuciu niewinnności, pozostaje. Tymczasem, po pierwszym przesłuchaniu zakonnic, Laubardemont wydaje nakaz aresztowania. Osadzają go w więzieniu w Angers, w lochu, godnym raczej psa, niżli człowieka. Grandier zachowuje się ze stoicyzmem i godnością.
Pisze do matki:
Niestety...
Laubardemont prowadzi cały proces z teatralnymi efektami. W katedralnym kościele w Loudun odbywają się jakgdyby publiczne przedstawienia. Świątynia jest nabita widzami, a w ich obecności sprowadzone mniszki, właściwie czart w nich siedzący, mają dawać dowody nadludzkiej potęgi. Razu pewnego, diabeł przez usta przeoryszy, oświadcza, że zdejmie Laubardemontowi niewidzialnie czapkę z głowy. Nie potrafił tego dokonać, a natomiast, pisze Dumas, na dzwonnicy łapią ludzi, usiłujących za pomocą haczyka na sznurku, miast szatana,