Strona:Stanisław Czycz - Ajol.djvu/30

Ta strona została skorygowana.

prawie wszystko (od nowa gdy uważałem za skończone tamte epizody) mojego życia wewnętrznego a co miałem z zewnętrznego mógłbym tylko tępo i nędzarsko widzieć życiem i pomyślałem że skoro jej już nie ma, pomyślałem: „— za mocno ją przewrócił — skurwysyn — żebym choć widział to żebym tu był — przy swojej śmierci — nie tego skurwysyna moje życie wylatywało tu w powietrze ja o tym nie wiedziałem — to jakbym teraz miał żyć po swojej śmierci — wszystko — pozostał mi jeszcze rewolwer i gdybym nie był tchórzem” — patetyczne histeryczne myśli, uległem trochę nastrojowi, ten dół przede mną i parę najbliższych drzew pokaleczonych świecących drzazgami i piękny wczesnojesienny złoty poranek, lecz i głębiej było mi naprawdę próżniowato.


— że ci się podobała i równocześnie choć to dla mnie dziwne ona cię dość lubi a ty przecież nie będziesz miał nigdy żadnej dziwy, wyłączając ślepe czy obłąkane
— została twoją żoną a nie wygląda na ślepą czy obłąkaną
— miłość jest ślepa i obłąkana ale że w tobie się jakaś zakocha przypuszczać mógłby tylko ślepy i obłąkany, więc pomyśl to jedyna okazja, i jeszcze syn, i udany, a ty nie jesteś chyba aż tak tępy żeby podejrzewać że uda ci się zrobić już nie mówię syna i udanego ale cokolwiek gdyby ci się trafiła kiedy ta upośledzona.
— W dupie mam taką rozmowę; — (bo on ją zaczął od tego że chce ze mną porozmawiać, i porozmawiać poważnie) — mam w dupie; zasmucasz mnie; ja myślałem że jestem przystojniejszy od ciebie.
— Przynajmniej teraz spróbuj pomyśleć przytomniej, już proste kupieckie pomyślenie zorientuje cię że to dla ciebie złoty interes.
— — Tak. — Będę cię zawsze serdecznie wspominał.
— Chciałbym teraz żebyś mi przyrzekł
— przyrzekam ci
— przyrzekł że się z nią ożenisz będziesz z nimi, korzystaj i z tego że nie mam czasu szukać im kogoś lepsze-