Strona:Stanisław Vincenz - Na wysokiej połoninie Pasmo III.djvu/426

Ta strona została skorygowana.

tęsknotą, zakręca skrzydła; ogarnia niebo, iż jest pierwszym. I jak sobie wolicie.
Ostatni miał naraz Szabas i Pejsach, Purym i Chanukę. Pejsaczne wino zaszumiało w nim, światła Chanuki świeciły w głowie.
— Panie ojców moich — mówił — od deszczu Waszych łez rozzieleniłem się w jednej chwili, a od chwili kiedy zobaczyłem jak Wasz Płaszcz się uśmiecha, jestem młodziutki zielony konik polny. I mogę skakać z miejsca na miejsce przez całe niebo. Rabbi Sámael był moim nauczycielem, a jak właśnie dowiedziałem się, czymś więcej jeszcze, jakby to powiedzieć? Niańką moich snów. A teraz? Zwrotnicą moich oczu. Należy mu się największa wdzięczność, ustępuję mu miejsca ostatniego i pierwszego, i proszę was, nauczycielu, siądźcie sobie na moim miejscu, pierwszym czy ostatnim. I żegnajcie, pokój z wami, szolem alejchem.
Czerwona Gwiazda westchnęła:
— Dla mnie spokój? Przejrzałem miejsca nie od teraz. Na cieniutkim ostrzu wydzieram z siebie światło między dwoma nicami, dlategom taki ostry. Ale ilekroć syn człowieczy usiłował coś wiedzieć, jedynie we mnie znajdował oparcie. Lecz stając na pozamiejscowości, stawał od razu na brzytwie. I z tego miejsca bolesnego, gdzie tu nic i tam nic, wzdychał ku Panu. Pan zapisał mu to na jego dobro. A w snach mych szepnęło mi, raz i drugi, że także na moje. I musi nadal stać na brzytwie, bo po to chce wiedzieć i po to nic nie wie, aby blask Najwyższego nie oślepiał go, nie niszczył, docierał powoli i coraz gęściej ciemność przesycał. On jest moim jedynym i najlepszym uczniem, a teraz mielibyśmy się rozłączyć? Ja na miejscu, a on bez miejsca?
— Panie mych ojców, Ojcze świata i wy rabbi, mój nauczycielu — tłumaczył żywo Ostatni — jakie ja mam prawo do miejsca? Cokolwiek mówi i czyni rabbi, on jest stojący, a ja chodzący. Oparcia stałego nie mam, nic nie wiem, źle mówię, jeszcze mniej niż nic, w odwrotną stronę od nic. Ale ciągle chcę wiedzieć, a gdy pokaże się, że nic nie wiem, zaczyna mi świtać. O! właśnie teraz wydaje mi się, że coś wiem. Nawet we snach nie przeczuwałem takiej cudowności, aby deszcz Pana płakał naszymi łzami nad nami. Sny moje były odwrotne.
— Mój reb Ostatni — upominał Sámael — nawet do miasta nigdy nie poszliście, chociaż zachęceń nie brakło. Was wszystko olśniewa jak prawdziwego pastucha z dalekiej połoniny.