Strona:Stanisław Vincenz - Na wysokiej połoninie Pasmo II Księga II.djvu/114

Ta strona została skorygowana.

wygiętym jedna obok drugiej, a u czoła ich, u wylotu uliczki, rzeźba Jezusa. Wzlatuje z podstawy i prowadzi ku morzu swój ciąg wybranych w maskach z trumien. Rząd trumien, które wypełniały się w ciągu wieków umarłymi braćmi z klasztoru jest zagięty w takim rozmachu, że zda się wnet spadną z nich maski kamienne i cały szereg wzleci za Nim.
Stojąc na progu Tanasij patrzył długo na Kropiwnickiego. Zdobył się na pytanie:
— Myrom! jest coś nowego?
Kropiwnicki przymknął oczy, wydął policzki, wytchnął jedno słowo:
— Przyjdźcie — patrzył uważnie na Tanasija.
Duchowni drugiej i trzeciej klasy szeptali sobie cichutko. Tanasij nie pytał więcej, skłonił się, powlókł się powoli ku waternikowi. Za nim szli jego towarzysze bez słów.
Ksiądz Buraczyński wciąż odstawał. Podobnie jak Ołenka zatrzymywał się krótko w każdej z chat, a myszkował i krążył jeszcze żywiej. To wyprzedzał towarzyszy, to znów wracał. Kiedy wrócił pod trzecią chatę, usłyszał w prawej izbie wzrastający hałas i sprzeczkę, a potem w sieni krzyk. Ksiądz zatrzymał się na ganeczku. Młody popowicz z Jasienowa Jurko Pasjonowicz wykrzykiwał, a puszkary tłumaczyli coś cierpliwie. Gdy ksiądz zjawił się, Jurko stracił rezon. Zaczerwieniony nadmiernie, widocznie nietrzeźwy, bełkotał:
— Przyczepili się, chcą wyprowadzić.
Wysoki puszkar usprawiedliwiał się, a gołowąsy panicz zakrzykiwał go niepotrzebnie, jakby chciał przeszkodzić oskarżeniu. Inni w chacie wcale hałaśliwie podnosili głosy przeciw Jurkowi. Puszkar biorąc pod ręką panicza uspokajał i tłumaczył:
— Gdzież tam wyprowadzić! Ojcze duchowny, rozsądźcie sami. W chacie tłok, nagle jedna mołodyczka krzyknie: „Panicz ściska i ciągnie za cyćkę.“ Przedtem zęby szczerzyła, a teraz krzyczy? No, z babami! A mąż też młody, gorączka. Ja uspokajam go: „Gazdo, zostawcie chłopca, on Jurij, dziś jego święto.“ A ten mi krzyczy: „Ładny Jurij, za cyćki chapie, wiążcie go.“ Chcieliśmy delikatnie, a panicz też krzyczy. Cóż zrobić?
Panicz nie próbował ani bronić się, ani oskarżać. Spuścił oczy.
— Co robić z tobą, Jurku? — mruknął ksiądz.