Strona:Stanisław Vincenz - Na wysokiej połoninie Pasmo II Księga II.djvu/194

Ta strona została skorygowana.

— Nie, Maksymie! Rachunek też wynosi na wierzch. Od tego jest. Bez rachunku każdy niepewny. Mętny.
Proboszcz z Uścieryk, nieprzystępny dla chłopskiej filozofii, zwolennik Seneki, spoglądał z zakłopotaniem ku panu Jakobencowi. Przezwyciężył się, przewyższył sam siebie. Podniósł się powoli i ujmując Maksyma za ramiona obiema rękami, wyrecytował tubalnym głosem:
— Wy najrzetelniejszy, tylko — nieuczony. To szkoda, ale i tak to łaska, to cud.
Oczekując uznania oglądał się pytającym wzrokiem to ku panu Jakobencowi, to ku swemu diakowi Szpryncowi. Usiadł z godnością.
Stary feldfebel Szprync patrzał na swego mistrza w podziwie przerażenia czy oburzenia. Nagle wstał, otarł twarz ręką, sprężył się, jak przed niezrozumiałym rozkazem dowódcy i warknął jak udobruchany brytan:
— Herstellt! Oj, tak! na całej Huculiji jeden rzetelny — tutaj w Jasienowie. I to cud! Abgeblasen!
Proboszcz jasienowski Pasjonowicz kiwał głową z zadowoleniem, czekał aż go zaczęto słuchać.
— Narzekać mamy prawo, mamy powodów aż za dużo — westchnął — zabobony, herezje, czorty, czary, wiadomo. Ale mógłbym się założyć, że jest jeden pewny — i to w mojej parafii. Czyż nie można by się założyć? — pytał swego diaka, wskazując oczyma na Maksyma. Diak przezwany Hikało, prześladowca czarowników, szpieg przemówników, jeszcze bardziej opuścił zwisającą wargę. Kiwając głową smętnie, zabełkotał:
— A przecie — opowiadają różnie. Plotki... Tacy oni wszyscy, ahi! Ale i ja mówię: można się założyć. I to cud! — miłosiernie wywalił oczy w górę. Ksiądz i diak oglądali się porozumiewawczo, ksiądz Pasjonowicz miał chwilę zadowolenia.



4

Tanasij podniecony zgodą wszystkich do przeczenia wszystkim, powiedział:
— Rewasz twój święty, Maksymie, sakrament, niechaj będzie. A taki jest w nim brak, że nie można się ruszyć.
Maksym zgodził się:
— Brak? pewnie niejeden.