Strona:Stanisław Vincenz - Na wysokiej połoninie Pasmo II Księga II.djvu/242

Ta strona została skorygowana.



XIX. POSTĘP CIEMNOŚCI

Gorący poryw wichru przeleciał przez doliny, zwichrzył wody, zatargał bukami, uderzył głucho o las. Przejechał się po stole, zadzwonił w naczynia. Pośpiesznie zbierano ze stołu, niektórzy wstawali i wychodzili na palcach. Chmury to tłoczyły się, to wyjaśniały się na chwilę, potem znów zgęszczały się, ciemniało coraz bardziej.
Dziedzic ożywił się:
— Kochany panie Jakobènc, pan poucza ciekawie, oświeca umiejętnie. Jednak muszę powiedzieć, że chociaż bywałem w kilku krajach Zachodu, widziałem to i owo, a tych łajdaków mądrych, tak w kupie nigdzie nie dostrzegłem. Słodka Francja, śpiewająca Italia, Szwajcaria i Niemcy, gdzież tam łajdaki? A może jestem głupi?
Pan Jakobènc wyprostował smukłą postać, podniósł się z ławki, skłonił się żywo. Chochlik zasiadł mocno w strzemionach, łyskał w mroku.
— Co innego pan dziedzic, panu mądrość niepotrzebna, pan się mądry urodził. Pański tatko ma kabzę nabitą, majątki tu i tam, po cóż panu łajdaki? Tanasij prorokuje, że pana skasują, a pan się śmieje. Nasi przodkowie tak samo, dopóki wszyscy kłaniali się im w pas. Niech pan przeczyta. A teraz co? „Kabzany, kabzany“, mówią. Inny bogatszy ode mnie, a nie kabzan... A kto z rachunkiem patrzy na świat, nie wygrzebie z niego śmiechu.
Dziedzic ośmielił się jeszcze.
— A jakież to dzieła dobrodziej cytuje? Tytuły jakoś mi nie znane.

— Panie dziedzicu dobrodzieju — z patetycznym wyrzutem odbijał pan Jakobènc — pan dobrze wie, o czym myślę. „Księcia“ przez długie lata miałem pod poduszką. Przynajmniej na kopyto wywala, co wszyscy robią i myślą. Czyż może mam cytować caput et paginam[1], jak nas w untergimnazjum treso-

  1. Rozdział i stronę.