Strona:Stanisław Vincenz - Na wysokiej połoninie Pasmo II Księga II.djvu/275

Ta strona została skorygowana.

fajkę, włożył ją ostrożnie do wysokiej skrzyni, troskliwie zamknął krążek z ziołami, umieścił go w innej mniejszej skrzyni, zamiótł dokładnie stół i podłogę.
Wyszli z komory, wiatr smagał po dachach, a w ścianach komory roztańczyły się drobne kroki. Dziedzic stanął, spoglądał na księdza. Ksiądz rozłożył ręce. Zanurzyli się w mroczne przybudówki.