Strona:Stary Kościół Miechowski.djvu/126

Ta strona została skorygowana.

Już dognali do Amen, bo pocóż czas trwónić?
Wszak ci mędrzec powiada: trzeba szczęście gónić; —

185 
Ten więc szuka biblijki, ów gdzieś trepy zgubił,

Lecz długiego szukania pan Rektór nie lubił,
Rzekł więc: „Idźcie!” Ci głodni, jak szlacheckie charty,
Już na pamięć trafiają, gdzie wychód otwarty.
Lecz jeszcze sęk: Ci chłopcy, co w czapkach chadzali,

190 
Nie wieszali na kółkach, lecz je w kąt miotali.

Zawsze więc grobla czapek drzwi zatamowała,
Jakiż sprask, gdy hałastra tę groblę kopała!
Już znaleźli, co chcieli, już to próżna szkoła,
Już twarz pana Rektora, dotąd niewesoła,

195 
Jest pogodną, skoro wszedł do bujnego sadu;

Aleć tam, chociaż bada, — roju ani śladu!
Jednak wdziewa na głowę, jak zwyczaj bartnika,
Sitko pszczelne i z szopy małego pszczelnika
Bierze żerdź długą, cienką, do niej przywięzuje

200 
Przetak; tak uzbrojony, na rój pszczół czatuje.

Stoi z żerdzią i myśli: „Dla roju odwlekę
Inne prace!” i mruczy pieśń: „Kto się w opiekę.”
Czeka, wygląda, słucha, smutnie westchnął: „Poszły,
Nim mnie śród burzy szkólnej głosy roju doszły!”

205 
Niezbyt chlubny był dzisiaj dla bartnika popis,

Który zdejmując sitko, rzekł: „Nieszczęsny opis!”
Tu zaskrzypła w zawiasach furteczka ogrodu.
Rektór nadstawia ucha, a stąpanie chodu
Słysząc, wyszedł naprzeciw. Już postać otyła

210 
I wysoka, znajoma, w ganek się wtoczyła.

Niskie, krzywe trzewiki nogi jego kryły
I spodnie jakieś szare (niegdyś czarne były)
I kitelka płócienna (on ją ma za białą)
Stanowiły przychodnia garderobę całą.

215 
Na głowie coś by czapka, a na twarzy znaczki

Dość często używanej przemiłej tabaczki.