Strona:Stary Kościół Miechowski.djvu/184

Ta strona została przepisana.
210 
Pod Majem panem sztajgrem w parcie winklerowym),

Już chodził po kościele. Więc do głównej bramy,
Którą zwykle wstępują Jejmość i jej damy,
Bieży, by ją otworzyć. Zaporę dębową,
Stękając pod ciężarem, odsunął w gotową

215 
Dla niej w murze framugę, rzemienne kutasy

Chwyta, oburącz ciągnie, wieczyste zawiasy
Zgrzytły, już drzwi otwarte. Skinął na Boncyka,
Który do zakrystyi drzwi niskie odmyka.
Ten, śpiesząc wdłuż kościoła, wpada do dzwonnicy.

220 
Michalski Grześ, nalawszy tuż do kropielnicy

Święconej wody, dźwiga z chłopcem wielkie mary
I wnosi do kościoła, potem pokrop stary
Rozpostarł na obląkach. Z pod wschodów ambony,
Gdzie ławeczka Pisarki, wynosi schylony

225 
Czarne z drzewa świeczniki i przy marach stawia

Spiesznie, bo się już przyjścia proboszcza obawia.
Zatem Paweł Kaczmarczyk, chociaż jednooki,
Ale w służbie kościelnej z doświadczeń głęboki,
Śpieszył się z przystrajaniem ołtarza. In plano

230 
Rozpostarł czarne sukno, które rozkładano

W dni żałobne Jejmości. Natychmiast czerwone
Sukno, co na ołtarzach służy za zasłonę,
Odsuwa, odmuchuje pył z obrusów białych,
Stawia czarny pulpitek w miejsce podstarzałych

235 
Wezgłówków różnobarwnych, oraz białe wtyka

Świece w czarne lichtarze, (śmierci nieboszczyka
Jegomości Winklera pamiątki) i śpieszy
Do zakrystyi; z pracy gotowej się cieszy,
Bo ksiądz Proboszcz już idą. Draszczyk zaś tymczasem

240 
Z głośnym z ministrantami spórem i hałasem

Szuka po zakrystyi węgli, wina, wody,
Lecz nie znalazł. Wśród jego z chłopcami niezgody