Strona:Stary Kościół Miechowski.djvu/222

Ta strona została przepisana.

Zieloną koniczynę tłoczy za drabiny,

20 
Leje wodę w żłób, znosi szkopce; oskrobiny,

Z nacią i otrębami parzone w korycie,
Czekają już na trzody klapiatej przybycie.
Już ożyło podwórze: krasule, cygany
Chlipią, głośno sapając, napój pożądany.

25 
Nim służące zadania swe czynią w oborze,

Zeszukuje pastucha skrobaczki i noże:
Kosz ziemniaków go czeka! Doświadczone ręce
Zwyciężą i tę pracę w niezbyt długiej męce.
Na kominku już ogień. Garnce mile gwarzą

30 
O wieczerzy, już szperki w tygliku się skwarzą;

Już gotowe! Już wszyscy na swych miejscach siedzą
I maszczone kartofle i maślankę jedzą.
"Wstawszy, zmówią paciorek krótko, węzłowato,
A odpoczynek słodki da im Pan Bóg za to.

35 
Ale ksiądz Proboszcz jeszcze nie myśli o spaniu!

W szczerem z Bienkiem, Boncykiem i Majem gadaniu
Idąc, stawają w drodze, idą, znów stawają;
Głośno, wpół głośno, szeptem, żyw o rozmawiają
O rzeczach nader ważnych. Nadstawiwszy ucha,

40 
Każdy albo rozmawia, albo pilnie słucha.


„O drogi ludu wiejski, śliczny w twej prostocie!” —
Westchnął Proboszcz: — „Ty nie wiesz, jak świecisz w twem złocie.
O błogi, kto się schronił przed obłudą świata
Pod strzechę wiejską! Tam m a najszczerszego brata!

45 
Lecz ksiądz w dwójnasób szczęśliw, który wiejskiej trzodzie

Jest pasterzem, jest bratem, jest Ojcem! We zgodzie
Żyjąc z drogą swą dziatwą, — jak dni liczy lata,
Z ulubionej swej chaty nie tęskni do świata.
Wszystkim znajom, zna wszystkich; za przykładem jego

50 
Wszystcy sieją i żyją, przyrósłszy do niego!