Strona:Stefan Żeromski - Sułkowski.djvu/146

Ta strona została przepisana.

jej prawa, łupią ją, hańbią, unieszczęśliwiają. Ją — Romę!... I zapłakał w mojem sercu Rzym, Neapol, Mantua...

SUŁKOWSKI
— Czyliż do tego celu, ażeby zostać we Włoszech, koniecznie potrzebne jest odzyskanie skonfiskowanego majątku?

KSIĘŻNICZKA
— Tak. Nie mogę zakrwawiać serca starca, w którego domu się wychowałam. Nie mogę! Muszę mieć tytuł i pozór do pozostania w Modenie. Jakiż inny tytuł mieć mogę?

SUŁKOWSKI
— W istocie... Lecz czyliż rodzina twoja, pani, nie będzie ci poczytywała za zdradę twojej obecności w Modenie!

KSIĘŻNICZKA
— Nie. Mogłoby się to nazywać działaniem dyplomatycznem, zamaskowani akcyą domu modeńskiego...

SUŁKOWSKI
— Splątane po włosku sieci... Czyż mogłabyś pani przebywać tam sama jedna?

KSIĘŻNICZKA
— Pragnę być sama. To jest jedyne moje marzenie! Kilka osób służby z orszaku księcia Herkulesa stanowiłoby moją nową rodzinę. Chcę podjąć nowe, trudne, rozległe prace. Wróciłabym tam, gdzie upłynęło moje dzieciństwo.