Strona:Stefan Żeromski - Sułkowski.djvu/58

Ta strona została skorygowana.

SŁUŻĄCY
— Jego dostojność — Piotr Spada. Jego dostojność — Jan Minoto. Jego dostojność — Piotr Bembo.
(Przybysze uniżenie pozdrawiają księcia i witają się z zebranymi).

PIOTR SPADA
— W mieście kipi wybuch. Nasza gondola przesuwała się bocznemi kanałami. Słychać krzyki.

JAN MINOTO
— Zdala dochodzą strzały.

PIOTR BEMBO
— Ludność podzieliła się na dwa obozy. W jednym są entuzyaści nowych mrzonek, ludzie nieraz skądinąd szlachetni, oświeceni, porządni, natury naśladowcze, nieoporne, modnisie, awanturnicy, szaleńcy, nędzarze, motłoch... Z drugiej — kto? My, nieprzyjaciele Francyi jakobińskiej...

ANTRAIGUES
— Arystokracya tego miasta, najpiękniejszego na ziemi, synowie dożów, czciciele przeszłości. Nienawidzicie, miłościwi panowie, sprawców rewolucyi francuskiej, — to słuszna. Ośmielam się jednak powiedzieć, gdyż lękam się o los miasta, — że ta nienawiść jest jedyną waszą siłą. Nie widzę czynów! Zatrważający upadek finansów i zniweczenie siły oporu w ludzie. Oto wasza słabość. Tu czerpie swoją moc motłoch, czujący za plecami potęgę sankiulotów...
(Służący uroczyście rozsuwa połowice zasłony i wpuszcza nowego gościa).