Strona:Stefan Żeromski - Sułkowski.djvu/78

Ta strona została skorygowana.

SUŁKOWSKI
— Natomiast pan, panie hrabio, byłeś tam nieco później — źle widziany. Uważano cię za zaciekłego zwolennika filozofów, — no, i słusznie! — palono twoje wolteryańskie dzieła, gorszono się owoczesnemi twemi zasadami. I w rzeczy samej — pisałeś wówczas w swych książkach, że szlachta dziedziczna jest plagą, która rozszarpuje Francyę. A ileż to zniewag i żółci wylałeś na monarchów Europy, czyli, jak wówczas mówiłeś, despotów!

ANTRAIGUES
— Wypadki późniejsze musiały zmienić nie tylko moje poglądy.

KAROL RUZZINI
— Miło nam jest nad wyraz powitać w waszmość panu świadka i uczestnika tych pięknych czasów, których wspomnienie uśmiech radości wywołuje na usta.

SUŁKOWSKI
— Tak. Tamte czasy były nieustannym uśmiechem wesela. Wydaje mi się nieraz, że nie ja sam je widziałem i przeżyłem, lecz żem o nich czytał, jak o dawnej legendzie, w jakiejś książce Brantôma. Nawał zdarzeń późniejszych wytrzebił ich wspomnienie. Pamiętam przepych Wersalu i Tuilleryów — jak sen. Widzę w tym śnie mego wychowawcę, jednego z oligarchów Polski, granda Hiszpanii, para Anglii, ozdobionego błękitną wstęgą Francyi i wszystkiemi tytułami, jakie tylko wysłużyć sobie można na monarszych dworach...