Strona:Stefan Żeromski - Wczoraj i dziś. Serya druga.djvu/101

Ta strona została przepisana.


domagała, ażeby wreszcie żyć, jak się patrzy, pohulać do upadłego, kiedy jest za co. Nominalna wartość ziemi i jej płodów, która była przedmiotem umów, niedługo prysła, jak bańka mydlana, gdy rzeczy wracać poczęły na zachodzie do miary zwykłej. Jedną z najpierwszych ofiar złudzenia był Teofil, starszy syn p. Opadzkicgo. Posiadał jeszcze, co prawda, znaczne dobra, ale właścicielami ich byli de facto panowie Trudhy et C-ie z Berlina.
Stary pan Opadzki, siedząc na swym fotelu, miał w pamięci te wszystkie okoliczności i czuł je dziwnie żywo. Dawne gorycze poruszyły się w nim i wzburzyły od chwili, kiedy zobaczył Puluta. Chłop pańszczyźniany, który w ciągu dwunastu okrągłych lat gdzieś się podziewał, który oddawna uchodził za nieboszczyka, teraz, jakgdyby nigdy nic, wrócił i szedł do wsi z bezczelnym spokojem...
Po bitwie jeńskiej i wkroczeniu wojsk napoleońskich do Berlina — komisye sądowe, powiatowe, kreisgerichty, inkwizytoryaty śledcze, a, co najważniejsza, pan justicyaryusz, opłacany przez dominium — wszystko to cofnęło się z widowni. W dystrykcie, do którego należała Zimna, w kącie zapadłym i od traktu wojennego dalekim, przez całą zimę nie pokazał się ani jeden Francuz, a Niemca na lekarstwoby nie dostał. Wszystko tedy stało na opiece boskiej i tylko siłą bezwładności trzymało się kupy. Pan Opadzki do niczego się nie wtrącał. Dochodziły go tylko echa wielkich bitew i poruszeń armii francuskich. Kiedy Francuz nasyłali mu wykazy rekwizycyjne, wydawał, co na niego przypadło, — kiedy brano rekruta — zgadzał się rów-