Strona:Stefan Żeromski - Wczoraj i dziś. Serya druga.djvu/112

Ta strona została przepisana.


Ludzie cisnęli się zwartą kupą, wspinali na palce i próbowali zajrzeć do środka koła. W głębokiem milczeniu słuchano głosu, wychodzącego z głębi gromady. Przybywających wstrzymano i giestami zalecono milczenie. Felek posłyszał basowe dźwięki mowy pisarza dworskiego, który zarazem prowadził badanie i trzymał pióro w sprawie Puluta. Pisarz czytał, stękając:
«...taka inkwizycya padła przed sądem naszym, a za owe ekcesy jego kryminalne ferujemy dekret niniejszym sądem naszym według świętobliwego prawa, aby żywcem był ćwiartowany i ćwierci na palach przy gościńcu i na granicy bite. Lubo ten zbrodzień zasłużył śmierć według prawa, dekretem wyrażonego, ad instantiam jednak jaśnie wielmożnego pana, a pana i dobrodzieja naszego relaktuje się dekret tak, aby tylko wyż nazwany Matus Pulut mieczem był ścięty. Co podług ułożenia ferowanego dekretu, to co jest wyrażone niechaj się wykonaniem pełni. Pereat mundus fiat iustitia. Amen».
Felek patrzał w głąb zbiegowiska osłupiałym wzrokiem. Wtem ludzka masa cofnęła się na stronę i ze środka wyszedł na małe wzniesienie człowiek krępy z długimi włosami, które mu aż na plecy spadały. Popychał on Matusa, trzymając go za ramię. Pulut miał oszewkę koszuli rozerwaną, włosy zwichrzone i twarz jak śnieg białą. Felek wspiął się na palce i zobaczył, że gruby parobas ustawił na kupie gliny — pniak szeroki. Do Puluta zbliżył się stary księżyna, dał mu do ucałowania pasyjkę i coś na ucho szeptać zamierzał. Matus porwał się z miejsca, stanął obok pnia i zawołał ochrypłym głosem: