Strona:Stefan Żeromski - Wczoraj i dziś. Serya druga.djvu/29

Ta strona została przepisana.


lodowiec śpi w milczeniu wiekuistem. Starsi gromadzą w swych zielonych pudełkach zioła i owady, — młodsi na polach Näfels, Morgarten, Sempach słuchają wykładu zdarzeń i uczą się legend, które są jakby westchnieniami ludzkości.
Gdy przekroczą wysoki szczyt gotardzki, gdy zstąpią do pięknej doliny Tessinu, ludzie mówiący językiem obcym, Włosi czarni a żywi przyjmą ich z otwartemi ramionami — są to bowiem ich bracia.
Gdy po długiej wędrówce znajdą się w smutnej dolinie Rodanu, w miejscach gdzie ludzie mówią po francusku, i tam przyjmą ich z miłością, są to bowiem ich bracia.
Gdy statek wymijał Grütli, rozległ się piękny śpiew tych dzieci. Zwróceni twarzami do wyniosłego urwiska nieśmiertelnej skały, śpiewali:
Von ferne sei herzlich gegrüsset, du stilles Gelände am See...[1]

Obcokrajowi pasażerowie skupili się dokoła małych śpiewaków i z przyjemnością słuchali zgodnego chóru. Tu i ówdzie wymykało się z tłumu słowo pochwały. Jakiś Niemiec z cicha bił oklaski, jakaś szczupła dama ze wzruszeniem szepnęła do towarzysza: oui, c’est beau... Pergaminowa twarz Anglika mieniła się rzewnym uśmiechem. Na uboczu stało kilku młodych ludzi. Oblicza ich były bardzo smutne, a źrenice zasłonięte łzami.


  1. Przypis własny Wikiźródeł (niem.) Bądź pozdrowione z daleka, ciche miejsce nad jeziorem...