Strona:Stefan Żeromski - Wczoraj i dziś. Serya druga.djvu/41

Ta strona została przepisana.


Po długiej indagacyi udało mi się wydusić z niego oświadczenie, że stąd na Grimsel można przejść nietylko dołem, nietylko brzegiem Aaru, jak tego żąda czerwona linia, ale także i górą po szczytach. Wziąwszy tę okoliczność pod uwagę — mówił Le Gras — przyszedłem do wniosku, że zamiast wdzierania się na przełęcz z dołu, po gładkich ścianach, w szacie, co prawda, geniuszu francuskiego, ale także wśród gradu kul i zepchniętych urwisk, — może byłoby wygodniej przebyć łańcuch górą, stamtąd niby z obłoku, zwalić się na nieprzyjaciela i wziąć szponami cały jego obóz, jak orlik bierze gniazdo trznadlów...
Gudin usiadł na krzesełku, przywalony niezmiernym ciężarem tej wiadomości. W gardle mu tak zaschło, że nie był w stanie słowa przemówić. Cierpiał nieznośnie, dostrzegając bez wzniesienia powieki, że Le Gras patrzy na niego i że się od niechcenia, z pobłażliwością uśmiecha.
— Gdzież jest ów chłop? — zapytał nareszcie dowódca.
— Trzymam go pod strażą w izbie, przeznaczonej na moją kwaterę. Rozmawialiśmy z nim w nocy. Właśnie podpułkownik...
— Czy istotnie zna ścieżkę, po której mogłoby przejść pięć batalionów wojska?
— Mówi, że góra w pewnem miejscu jest dostępną. Jest to, rzecz naturalna, przeprawa ogromnie trudna. Trzeba iść po lodowcu...
— Ach, więc tak... — rzekł Gudin, aby tylko coś powiedzieć.
— Stamtąd możemy odrazu wstąpić na Furkę,