Strona:Stefan Żeromski - Wczoraj i dziś. Serya druga.djvu/65

Ta strona została przepisana.


Zwolna poszli w górę i przebyli zaklęsły, łagodnie nachylony Aelpligletscher. Kiedy wyminęli okrągły grzebień tego lodowca na wysokości 3390 metrów, ukazały się im wschodnie łańcuchy alpejskie, a u stóp, dolina Urseren. Schodząc niżej, znaleźli się na głównym placu lodowca Rodanu, w okolicy jego zwanej in Sumpf. To miejsce zamknięte było z jednej strony przez szczyt Schneestock, Rhonestock, Gallenstock, — z drugiej przez Gelmerhörner. Powierzchnia lodowca ociekała wodą i, zdawało się, drżała w oparach. Małe strumyki z szumem po niej leciały do pęknięć, do wązkich, zielonych szczelin i z melodyjnem dzwonieniem spadały w przejścia ukryte. W miejscach zaklęsłych szkliły się różnobarwne płytkie jeziorka. Po brzegach wystawały nad lodowcem kamienne szczyty, próchniejące i zasypane naokół wałami zwietrzałych kamyków. Od skały do skały biegły przez całą szerokość wygięte martwe fale, niby krzywe zagony. Cała ta masa usiłowała wylać się przez każdy wyłom między szczytami, a wszystka, widziało się, płynęła niby szeroka i wzburzona rzeka z mnóstwem dopływów. Z największą jednak gwałtownością tłoczyła się w nizinę między Furką a spiczastymi szeregami skał Nägelisgrätli. Tam, zwężając się i jakby dusząc w ciasnem gardle, lody piętrzyły się spękane na tafle, wyszczerzały swe kły i waliły na dół martwym wodospadem.
Żołnierze byli głodni, jak stado wilków. W rzadkiem powietrzu, po pracy wdzierania się na wyżynę — byliby gryźli własne chodaki. Dowódca i oficerowie, sami zgłodniali, naglili do marszu, żeby przed zapadnięciem nocy stanąć nad karkiem nieprzyjaciela. Gdy kolumna zbliżyła się do szczytów Nägelisgrätli, już dzień się skończył.