Strona:Stefan Żeromski - Wczoraj i dziś. Serya druga.djvu/77

Ta strona została przepisana.


stoszenie. Krew bryzgała aż na piersi i ręce mordujących, którzy, bijąc bez przerwy, wrzeszczeli:
— Żarliście tu! Grzaliście się! Spaliście tu w cieple!
Tłum bezbronny, cofając się, naparł silnie na piechotę, stojącą za nim, i wpychał ją w jezioro. Całe kompanie austryackie stały już po pas w wodzie, a żadną miarą nie mogły szkodzić nieprzyjacielowi. Słońce rozpędziło mgły, i dowódcy ujrzeli swą zgubę. Droga do Hasli była zagrodzona, droga ku Furce również, a wojsko jak stado krów, waliło się w jezioro. Skrzydło, stojące na brzegu od strony Alp berneńskich, rzuciło się w bród i, prawie po szyję zanurzywszy się w wodzie, wyszło na brzeg przeciwległy w sile kilkuset ludzi. To samo chciał uczynić oficer, kierujący tłumem od strony Nägelisgrätli. Zduszony w kupie żołnierzy na pół obłąkanych, stojąc po pas w wodzie, bił cofających się, ciął ich z wściekłością szpadą, chwytał ich za bary, pchał na bok i bez ustanku krzyczał ochrypłym głosem:
— Na lewo! Na lewo!
Żołnierze Le Grasa, schodząc z pochyłości, strzelali do tej kupy ludzkiej, posuwającej się ku środkowi jeziora. Zabici, padając, ciągnęli za sobą żywych, ranni chwytali ich za nogi. Ruchomy tłok ludzki przewracał się na upadających i żołnierze zdrowi tonęli na płytkiej wodzie. Inni puszczali się wpław napoprzek jeziora, żeby zginąć od celnego strzału, lub zatonąć na środku. Zrozpaczony oficer wydarł karabin jednemu ze swych żołnierzy i w furyi jął przebijać struchlałych, wrzeszczqc nieludzkim głosem:
— Na lewo!
Zdawało się, że ludzie nie słyszą jego głosu, nie