Strona:Stefan Żeromski - Wczoraj i dziś. Serya druga.djvu/79

Ta strona została przepisana.


widzieć podobne sceny, zwracał się do żołnierzy łagodnie i uprzejmie, głaskał ich pod brodę i rzewnym głosem przemawiał we wszystkich językach austryackich: w czeskim, z kiepskawęgierskim, galicyjskim, lodomeryjskim...
— Patrzcie-no, moje dzieci, patrzcież sami! — mówił — możemy tędy po drugiej stronie wody, ustąpić wygodnie z placu. Chodźcież, bo tu nas wybiją, zakłują jednego po drugim, jak skopów. Chłopcy! patrzcież...
Perswazye te nie odnosiły żadnego skutku. Jeżeli ktoś z gromady krzyknął — «pardon» — wnet cały tłum poczynał wołać jednym głosem. Gdy Francuzi zgnietli nad wodą stawiających opór, gdy złamali ich szeregi i puścili je w rozsypkę, a sami w pościgu ukazali się na płaszczyźnie, wtedy dopiero zrozumiano starego majora. Cała kupa zaczęła uciekać po brzegu wysokim. Ten brzeg, zawalony omszonymi głazami, jest szczytem skał Mayenwand, które stromemi ścianami zstępują w dolinę Rodanu. Sączy się po nich biała nić strumienia, wypływającego z jeziora Todtensee. Grenadyerowie sadzili po bryłach, jak spłoszone daniele. Przykład pierwszego oddziału pociągnął inne, i z górą tysiąc ludzi wyrwało się tamtędy z pomiędzy matni, zanim Gudin, który nieoględnie opuścił wyjście drogi do Vallais, nadbiegł z drugiego końca jeziora. Zajęty tam był tępieniem i braniem w niewolę rozproszonych kompanii. Nim ubiegła godzina czasu — na szczycie Grimsel bój ustał, gdyż wszyscy Francuzi rzucili się w pogoń za Austryakami, uciekającymi na łeb na szyję zygzakowatą starą drogą. Wrzawa krwawego boju dochodziła w owej chwili z obudwu spadzistych pochyłości. Kiedy wybuchło było na szczycie przejścia natarcie, dwie kompanie fran-