Strona:Stefan Żeromski - Wczoraj i dziś. Serya druga.djvu/84

Ta strona została przepisana.


kręgi czerwone, złote i czarne. Zebrał siły, wytchnął przez chwilę, ujął sobie dogodniej rannego i szerokimi krokami puścił się dalej. Gdy był na połowie wysokości skał Mayenwand i gdy już odróżniał gwar wojska i szum Rodanu, niespodziewanie usłyszał nad lewem uchem szept bolesny:
— Matus... Matus...
— Nie bój się nic! Idziewa se oba. Ino się tam trzymaj choć zębami za warkoczyk.
— Pić... — wyszeptał Felek.
— Zaraz będziemy pili, bracie, aby z tej oto góreczki zeskoczyć. Patrzaj se tymczasem na góry... Widzisz, jakie to z tela zdroje wytryskają...
Oddziały walczące skryły się powoli w zakręcie wąwozu. U stóp Grimsel i Furki z prawej strony ruczaju stał obóz francuski, pilnujący wziętych do niewoli. Odebrano im karabiny i tornistry. Co było do skonfiskowania — zabrano, co do zjedzenia — połknięto. Żołnierze pozbawieni oręża siedzieli na ziemi niedaleko lodowca i z najzupełniejszą obojętnością dawali wiązać sobie ręce własnymi pasami, co kaprale i podoficerowie francuscy szybko i zręcznie uskuteczniali.
Gdy Matus się zbliżał, nagle w tym obozie wybuchła wrzawa. Ludzie zwróceni twarzami do lodowca, wywijali karabinami i krzyczeli zapamiętale. Matus ostrożnie posadził Felka na ziemi i, zdjęty ciekawością, wzniósł oczy ku górze. Zahaczył na lodach Rodanu dwie kompanie austryackie, które na Grimsel weszły były z Hasli. Znalazłszy na przełęczy stosy trupów, dostrzegłszy z góry szybką ucieczkę całej kolumny,