Strona:Stefan Żeromski - Wczoraj i dziś. Serya druga.djvu/89

Ta strona została przepisana.


gnetem, zrzucono z siodeł kilkudziesięciu, a reszta pierzchła, jak wicher. Po chwili widziano już ich na skrętach szerokiej, bitej drogi, którą właśnie przez Gotthard budowano w tym roku. Gudin wszedł do Hospenthal, zajął je, pozostawił w tem miasteczku jednę kompanię, a sam rzucił się w pogoń za Austryakami. Generał Simbschen, dowodzący trzema batalionami i szwadronem jazdy, które uciekały, szedł ostro w rozległej, pustej i melancholijnej dolinie Gotthardu. Dowódca francuski ścigał go zajadle. Grenadyerowie padali z utrudzenia, głodu i skwaru. Austryacy nie zatrzymali się zupełnie na przełęczy gotardzkiej i od razu poszli stamtąd na dół, do Airolo.
Kolumna francuska stanęła przy Gotthard Hospiz, między smutnemi, czarnemi jeziorami, których tam pełno. Trafiono w Hospiz na resztki zapasów austryackich i spożyto je z apetytem. Trzy bataliony pod komendą Labruyèra ruszyły jeszcze dalej, w dolinę Tremola, gdzie Tessin zlatuje pięknymi wodospadami. Zstąpiwszy ze stromych skał po załamaniach drogi na taras górski, skąd widać było w dole czerwone dachy Airolo, obserwowano przez szkła miejscowość. Labruyère ujrzał w Airolo dużo wojska. Grupy żołnierzy ciągnęły jeszcze z Val Bedretto. Byli to chorzy, ranni i utrudzeni z oddziału, rozbitego na Grimsel. Kolumny Simbschena i Strauchena spotkały się w Airolo i zaraz wyruszyły na dół, ku Biasca. Maszerowały zaś krokiem tak zamaszystym, że nie oparły się, aż na trzeci dzień w Bellinzonie.
Gudin, sprawdziwszy wypadek oddalenia się wojsk austryackich, urósł na duchu. Wykonał, co był zamie-