Otwórz menu główne

Strona:Stefan Żeromski - Wczoraj i dziś. Serya pierwsza.djvu/122

Ta strona została skorygowana.


rzucił ją na ramiona, jak arabski burnus, skoczył we drzwi i znalazł się na schodach kuchennych. Wielkimi susami zbiegł na dół, przebył podwórze i wdarł się na schody główne, prowadzące do przedpokoju i mieszkania. Stanąwszy u drzwi na drugiem piętrze, z całej siły przycisnął dzwonek i raptem oderwał palce, usiłując dać takim sposobem znak Dzierzynieckiemu. Tymczasem Zgryzota siedział nieubrany na łóżku z rękoma wspartemi o poręcz i nie bardzo roztropnie patrzał na drzwi, za któremi zginął mu Łaskawicz. Panna Zofia, usłyszawszy dzwonek i sądząc, że to przybywa gość nowy, wybiegła do przedpokoju i prędko drzwi roztwarła. Z krzykiem odskoczyła w tył, zobaczywszy przed sobą ogromną figurę w kapie różnobarwnej. Łaskawicz także uciekać zaczął na wyższe piętro. Dopiero po chwili, zauważywszy, że drzwi są otwarte, wsunął głowę — do przedpokoju i jął wołać głosem rozpaczliwie stłumionym:
— Dzierzyniecki! Dzierzyniecki!
Tetryk ocknął się z zadumy, ubrał szybko i wybiegł na schody.
— Dawajże mi ubranie, mumio, gapo, Zgryzoto! — wołał na niego Łaskawicz.
— Ubranie? No, to chodź do pokoju...
— Nie, nie chcę, za nic w świecie tam nie wejdę!
— Ty już zupełnie zwaryowałeś?
— Tyś zwaryował! Czy nie widzisz, że mię «pech» goni? Dawaj ubranie codzienne: surdut, palto, kalosze, okulary...
Dzierzyniecki przyniósł żądane odzienie i Łaskawicz, wstąpiwszy na schody trzeciego piętra, — w {[pp|ką|ciku}}