Strona:Stefan Grabiński - Ciemne siły.djvu/41

Ta strona została przepisana.

Róża.
Tak. — Pamiętam najdrobniejsze szczegóły tego fatalnego wieczora — znam na pamięć wszystkie okropne stadja niepokoju w drodze powrotnej, całą gamę przeczuć, których realizacja oczekiwała mnie w domu...... Pamiętam długą jak wieczność wędrówkę po schodach tarasu, przebytych pędem.... Z zapartym tchem biegłam po stopniach, nasłuchując jego głosu, niepewna, co zaszło... (wskazując na taras) Tu — już na platformie zdyszana, nie mogąc opanować ruchów łomocącego głośno serca, zatrzymałam się, czepiając się ręką balustrady, by nie upaść. Zapuszczam głodne, niecierpliwe spojrzenie w głąb domu i widzę... cha, cha, cha!... widzę plecy rozpostartego spokojnie we fotelu Ryszarda. Czytał z zajęciem wstępny artykuł z „Corriere delia Sera“. Przypominam tytuł; tak dziwnie brzmiał: — L’Adenipimento — Spełnienie... Nieprawdaż, piękny wyraz? A — dem — pi — men — to...
Wrocki (ze skupioną uwagą).
Czy Ryszard zaraz cię spostrzegł?