Strona:Szczypawka - Baczność! Jenerał Tabaka ma głos!.djvu/16

Ta strona została uwierzytelniona.

— Krejzy jezdeś! — pedom mu na to. — Zadne miłości mnie nie so w głowie ino miłość ojcyzny i wiary świenty przedewsyćkiem. A co jo mom do ciebie za byznes — to sie dowis puźni, a tero, pedom ci, bierz tulsa pisarskie i pudź, bo jo ci tak kaze, twój superjor oficer, rozumis, psieścirwo?
— Siur, ze rozumie! — rzekł na to Bartek i juz nie pytał sie wiency, jeno wzion kapelus, papir, jatrament i pióro i pośliwa do śtabu jeneralnygo, przy zalunie pułkownika Antałka. Usiedliśwa tam w oddzielnem bedrumie, potrytowałem najpirw Bartka wisko i “Manru” i kiedyźwa sie ździebko pokrzepili na duchu — pedom:
— No, Bartek psieścirwo, tero rozkładaj swoje tulsa pisarskie i pis!
— Co mom pisać? — pyto sie Bartek?
Podrapałem sie w głowe, golnułem jesce jeden kielisek raj wisky na odwagę i zaconem mu dychtować w te słowa:
“Do Jaśnie Wielmoznygo prezydenta Frajcuskich Kontrów.

we Francyi,
w Paryzu,
w Uropie.
Owerta.
Od jenerała Macieja Tabaki, głównygo dowódcy wojsków polskich w Hameryce Junajtet Śtejts.

Jaśnie Wielmozny Mister Prezydancie!
W pirsych słowach moigo listu przemawiam do wielmoznygo pana: niech bendzie pochwalony

14