Strona:Tłómaczenia t. III i IV (Odyniec).djvu/542

Ta strona została skorygowana.
Agnieszka.

O! chwilo szczęśliwa!

Król.

Ty płaczesz, luba! — Ach! i we mnie serce
Ściska się, myśląc, ile krwi rodzinnéj,
Ile łez przelać musiał lud niewinny,
Nim on kres bratniéj położył rozterce. —
Lecz nie dziś o tém! — Dzień po nocy błyska,
Po burzy słońce i nam zajaśnieje.

Arcybiskup (patrząc przez okno).

Co za tłum! — Orszak ledwo się przeciska. —
Otóż i Filip! — Lud nakształt mrowiska
Kupi się w koło — z radości szaleje.
Klęczą przed koniem, podnoszą ramiona —
Ha! cóż to? — z konia porwali na ręce!
Niosą w tryumfie! — a kwiaty i wieńce
Zaćmiły niebo jak chmura zielona.

Król.

Dobry lud! jakże prędko zapomina
Krzywd swych i kraju; krwi ojców i dzieci!
Miłość się jego, jak gniew, ogniem nieci,
Wszystkiém dla niego obecna godzina! —

(do Agnieszki).

Dość łez, najmilsza! uzbrój serce w stałość,
Wróć pokój twarzy! — bo wszystko w téj porze,
Zbyteczna radość, jak zbyteczna żałość,
Równie go zdraźnić lub zawstydzić może.