Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Prokurator Alicja Horn tom I.pdf/128

Ta strona została skorygowana.

brać pęk, duży pęk róż dla pani, która będzie w loży Nr. 9.
— Wiem, panie dyrektorze, uśmiechnęła się dziewczyna — mają być najładniejsze i białe.
— Tak... albo, hm... niech będą czerwone.
Przyszła około dwunastej z mecenasem i z tym poczciwym doktorem. Może bywaliby częściej, ale ceny „Argentyny“ prawdopodobnie są na ich kieszeń za wysokie. Drucki zatrzymał kelnera:
— W dziewiątce, panie Wrzosek, proszę liczyć o trzydzieści procent niżej.
— Dobrze, panie dyrektorze.
— Ale! Tylko delikatnie, rozumie pan? Nie rabat z całego rachunku, tylko każdą pozycję obniżyć. Kasjerowi wydam dyspozycję.
Drucki umyślnie do pierwszej nie poszedł na górę. Widział z kąta, jak kwiaciarka odniosła róże, widział, jak z loży wyglądano. Dopiero, gdy zaczęły się produkcje, zjawił się w loży Łęczyckiego.
Alicja tu była trzeci raz, a za każdym razem wydawała mu się ponętniejsza. Od dawna nie interesowała go tak żadna kobieta. Instynktownie trzymał się w jej obecności nieco sztywno, lecz nie usiłował wcale maskować swego zachwytu dla jej urody.
Czuchnowskiego obecność Druckiego doprowadzała do rozpaczy. Czuł się przy nim słabym i bezbronnym, tem bardziej im więcej Drucki okazywał mu pobłażliwej życzliwości. Doktór wszystkiemi siłami odpędzał od siebie myśl, że Alicja upodobała sobie „Argentynę“ właśnie dla dyrektora Winklera. Cóż nadzwyczajnego, że skoro już tu jest, zamieni z nim kilka zdań? Ten Winkler, chociaż Amerykanin, jest wcale comme il faut...
Orkiestra huczała oszałamiającym rytmem, powietrze przesycone zapachem wina i perfum podniecało. Łęczycki gęsto dolewał konjaku.
Gdy Alicja z uśmiechem dziękowała za róże, Drucki powiedział: