Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Prokurator Alicja Horn tom I.pdf/83

Ta strona została skorygowana.

— No, czas mi do pracy! Jadę.
Nie zatrzymywali go, wiedząc, że kapitan Winkler tego nie lubi.
— Dziś nie pojadę z panem — powiedziała na pożegnanie Luba, — ale innym razem nie uda się kapitanowi mnie tak łatwo pozbyć.
— To trudno! Już jakoś przecierpię.
Wybiegł na ulicę i znowu z całą wyrazistością uprzytomnił sobie, że nareszcie zdobył możność udowodnienia Brunickiemu, że Piotr słusznie nosi nazwisko Brunickich!
Zatrzymał się i zdjąwszy kapelusz z głowy podrzucił go w górę:
— Hurra! — krzyknął. — Hurra!
Przechodnie czemprędzej schodzili mu z drogi.
— Hurra!...
Na rogu stała taksówka. Drucki ostatni raz podrzucił kapelusz i wpakowawszy go zawadjacko na bakier, zapytał szofera:
— Wolny?...
Szofer spojrzał nań nieufnie i odwrócił głowę:
— Wolny, ale motor zepsuty — odezwał się po chwili wahania.
— Bierzesz mnie pan za warjata? Nie bój się pan! Już mi lepiej! A tu oliwa do motoru — wyjął kilka drobnych banknotów i wetknął w rękę taksiarzowi.
— Jazda, panie gazda! Dobry dziś mam dzień.
Usiadł i zatrzasnął drzwiczki.
— Do „Argentyny“ Hortensja.
Samochód ruszył.


ROZDZIAŁ 6.

Sala Sądu Okręgowego pełna była po brzegi. Publiczność szczelnie zajęła ławki, przy stole prasy brakło miejsca i niektórzy sprawozdawcy stojąc robili notatki.