Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Trzecia płeć.djvu/133

Ta strona została uwierzytelniona.

nąć w obronie swej ambicji, chociaż wiedziała dobrze, że może tem zaszkodzić sobie jeszcze bardziej.
— Jeżeli nawet popełniłam błąd, pan dyrektor zrobił to również, powierzając tak odpowiedzialne stanowisko tak nieodpowiedzialnej osobie, jak ja.
Wypaliła to jednym tchem, nie patrząc na dyrektora. Minz aż podskoczył w fotelu:
— Co pani mówi?...
— Mówię, że widocznie nie nadaję się na to stanowisko. Ludzie, angażujący nieodpowiednich podwładnych, nie nadają się do ról kierowniczych.
Zerknęła ostrożnie na Minza. Jego szeroka twarz z wysoko podniesionemi brwiami i z otwartemi ustami wyrażała największe zdumienie. Anna nie miała już wątpliwości, że wyjdzie z tego gabinetu z wymówieniem posady. Trzeba zatem było brnąć dalej. Już chciała powiedzieć, że za osiemset złotych i tak zadużo pracuje, gdy Minz się odezwał:
— Widzi pani. Z tego, co od niej usłyszałem, powinienbym wyciągnąć daleko idące konsekwencje... hm... Jeżeli nie zrobię tego, to jedynie dlatego, że jestem w pewnej mierze wyrozumiały... hm... Dziwi mnie tylko jedno: pani nie zdaje sobie sprawy z tego, że popełniła błąd! Nie czuje pani wcale, że powinna za to co robi ponosić całą odpowiedzialność. Gdyby miała pani większe poczucie odpowiedzialności, nie ryzykowałaby dobrem imieniem firmy dla własnej przyjemności dopomagania choćby najsympatyczniejszemu dla siebie człowiekowi. Więcej pani powiem: żaden mężczyzna nie zrobiłby tego. Jeżeli ja zaangażowałem panią, to złożyły się na to różne okoliczności... hm... W każdym razie nie pani uroda, czy wdzięk... hm... jakkolwiek trudno zaprzeczyć ich istnieniu... Zrobiłem próbę, która się nie powiodła... hm...

131