Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Trzecia płeć.djvu/136

Ta strona została uwierzytelniona.

wodowej napewno znalazłby dla niej te trzysta złotych. Ale dziś nie mogła już o tem nawet myśleć. Z takim głuptasem... Gotówby podobną prośbę wziąć za zachętę do dalszej aktywności. No i ta aktywność!...
Anna na samo wspomnienie nie mogła się powstrzymać od uśmiechu. Bo wszystko to było bardziej komiczne niż obrzydliwe. Zaczęło się coś w tydzień po wyprowadzeniu się Żermeny. Kuba przyszedł do pokoju Anny z poważną i bolesną miną. Zapytał, czy nie przeszkadza, usiadł i nieznacznie podłubawszy w nosie oświadczył, że jest życiowym bankrutem, że Żermena porzuciła go samotnego w haniebny sposób, że czuje się nieszczęśliwy. Na uwagę Anny o przemijaniu tego rodzaju depresyj chrząknął i powiedział:
— Gdybym miał taką żonę, jak ty... Ty nie postąpiłabyś jak Żermena...
Wyjął z kieszeni pudełeczko z miętowemi pastylkami, zjadł jedną, bardzo szybko ruszając szczęką, (jedzenie było jedyną czynnością, którą wykonywał szybko), poczem zapytał:
— A ty, ty też musisz się czuć samotnie?... Mąż w Poznaniu. Ja zawsze uważałem, że on ciebie nie kocha.
— Skądże ten wniosek?
— Pozwolił ci odjechać.
— To była konieczność — wzruszyła ramionami Anna.
— Ja za żadne skarby nie pozwoliłbym.
Przysunął się do niej tak, że zaleciał ją odór nieświeżego oddechu i mięty.
Jednocześnie Kuba nieśmiałym, ale zdecydowanym ruchem położył dłoń na jej nodze.
— Takie masz nóżki — westchnął.
— Zwarjowałeś, Kubusiu! — zaśmiała się rozbawiona.

134