Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Trzecia płeć.djvu/199

Ta strona została uwierzytelniona.

— Ale czy to jest niebezpieczna choroba?
— To zależy, jak kto na te rzeczy patrzy. Ja powiedziałbym, że to choroba całkiem bezpieczna: starość.
— Dziękuję ci, ale chciałabym wiedzieć, czy ten atak serca...
— Nerwicowy. Musiała ciocia czemś się przejąć, a że tam w sercu klapki niedomykają się, więc trzeba najmniej się ruszać. Najlepiej leżeć w łóżku.
— No dobrze, ale jak długo?
— Mówiąc stylem cioci, wyroki boskie są niezbadane. Ja radziłbym wogóle nie wstawać.
— Jakto wogóle?
— No, wogóle, jeżeli ciocia nie chce przyśpieszyć swojej podróży z padołu łez do wiekuistej szczęśliwości.
— Aha...
— Pozatem żadnej pracy, żadnego wysiłku, żadnych wzruszeń, zresztą ten ostatni zakaz djetetyczny jest dla cioci zbędny. Leżeć, czytać Kraszewskiego, pisma konserwatywne i jeść też kaszkę na mleku, pokarmy strawne, wizyty przyjemne... Hm, z tego ostatniego względu radziłbym też wezwać jakiegoś lekarza od większego ceremonjału. Narazie posiedzę, bo lepiej jeszcze poczekać, ale proszę nie rozmawiać, gdyż może to cioci zaszkodzić.
Pani Grażyna nic nie odpowiedziała. Wielkie osłabienie fizyczne, pozycja leżąca i poniekąd zależność od tego brutalnego człowieka uniemożliwiały należyte zareagowanie na jego impertynencje. Zresztą bała się, że odejdzie, a czuła wciąż niepokój w okolicy serca i obawiała się nowego ataku.
Władek wstał i mruknął:
— Proszę lekko się unieść!... Jeszcze...
Podciągnął wyżej poduszki, zbadał puls, podsunął sobie fotel, wielki, niezbyt wygodny, ale imponujący rozmiarami fotel, na którym siadywała zwykle pani

197