Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Trzecia płeć.djvu/201

Ta strona została uwierzytelniona.

— Dziękuję cioci. Wyobrażam sobie, jak znudziliby mnie autorzy popierani przez ciocię. A pozostając ze swemi myślami mniej się nudzę, niż się cioci zdaje.
— Doceniam wartość twoich myśli, ale chyba nie jesteś tak zarozumiały, by myśli cudze lekceważyć.
— Wchłaniam ich sporo. A wogóle ludzie postępują w tych rzeczach komicznie. Albo wchłaniają je na własny użytek, albo odrzucają. Żałują czasu na gruntowne przetrawienie własnych refleksyj. Co więcej, swoje wygodnictwo i lenistwo intelektualne uważają za tytuł do chluby: tak zwane niewzruszone zasady, niezmienne poglądy. Już wolę tych, co w pokorze ducha, a raczej w pokorze kurzego móżdżku, powiadają krótko, że wierzą. Wierzą i koniec. Na objawienie, na słowo honoru. Dawałem kiedyś korepetycje pewnemu oficerowi, przygotowującemu się do jakichś egzaminów sztabowych. W żaden sposób nie mógł zrozumieć, że suma kątów w trójkącie równa się dwum kątom prostym. Wreszcie zdenerwowany mówię mu: — daję panu na to słowo honoru, że tak jest! Mój oficer odrazu zgodził się: — Czemuż pan mi odrazu tak nie powiedział!... Swoją drogą nazajutrz ogarnęły go znowu wątpliwości. Chodziło o to, czy słowo honoru człowieka pochodzenia żydowskiego jest dostatecznie pewne. Nie o tem jednak chciałem mówić. Wiara jest niewątpliwie zdolnością godną pozazdroszczenia. Wszystkie wątpliwości, wszystkie problematy rozwiązane. Można zatem machnąć na nie ręką i zabrać się do praktycznych, rentownych i przyjemnych zajęć, jak lichwiarstwo, plotkarstwo i umoralnianie bliźnich. Wiara jest skarbem.
— To prawda, a ty najlepiej musisz to znać, gdyż bez objawień i bez słowa honoru pielęgnujesz materjalizm, który też jest wiarą.
Władek poruszył się niecierpliwie:
— A któż cioci powiedział, że jestem materjalistą?...

199