Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Trzecia płeć.djvu/245

Ta strona została uwierzytelniona.

u pewnej dziewczyny, której urodził się synek i matka ją za to wyrzuciła bezlitośnie z domu. Ciemna głupia kobieta.
— Zaczekaj, kuchassju, bo nic nie rozumiem. Opowiedz mi po porządku. O, siadajmy i opowiedz. Więc co i jak?
Buba opowiedziała całą wstrząsającą historję Felki, opowiedziała przebieg swojej wizyty na Solcu i zakończyła oświadczeniem:
— Ma się rozumieć, że i nadal będę się nią opiekowała.
— Czuję w tem pomysł owej pani Szczedroniowej — zwróciła się do męża pani Kostanecka.
— Czekaj kuchassju — z uśmiechem wziął żonę za rękę — nie o to przecie chodzi czyj pomysł.
— Więc tatuś też uważa, że popełniłam zbrodnię? — wojowniczo zapytała Buba, gotując się do zawziętej obrony swego czynu.
— Tylko nie gorącuj się kuchassju. Postąpiłaś słusznie, w zasadzie słusznie. Cierpiącym i pokrzywdzonym należy dopomagać, ale...
— Ta dziewczyna wcale nie jest cierpiąca i pokrzywdzona. Wprost przeciwnie. Posiadanie dziecka sprawia jej wielką radość, chciała mieć to dziecko i ma, i w tem widzi swoje szczęście, a ja ją doskonale rozumiem. Co się mama tak na mnie patrzy?... Wiem doskonale, że nie podziela mama mego poglądu, ale wolno mi mieć mój własny. Wyrosłam już z tych lat, kiedy do obowiązków moich należało patrzeć na świat przez katechizm w pytaniach i odpowiedziach, dla szkół opracowany przez księdza Gołąbka. I otóż jestem zdania, że przestępstwem przeciw człowieczeństwu jest wtrącanie się opinji publicznej i wogóle każdego, komu się zechce, w ściśle prywatne życie jednostki. Jak można zmuszać kogoś, by miał dzieci, skoro ich nie chce, lub nie miał,

243