Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Trzecia płeć.djvu/273

Ta strona została uwierzytelniona.

nąć co ona czuje, o czem myśli. Jaki on miał głęboki głos, gdy mówił:
— Kocham panią
Zapewne te wyrazy były już powtarzane tysiąckrotnie od początku świata, lecz należało wątpić, czy brzmiało w nich kiedykolwiek tyle prawdziwego uczucia.
Salon był stanowczo zaduży na jej skupiony nastrój. Zupełnie samotną można się czuć dopiero w łóżku, gdy się szczelnie otuli kołdrą i gdy jest całkiem ciemno.
Przeszła do łazienki, umyła się i prędko położyła się do łóżka. Dotyk gładkiej zimnej weby i cichutkie cykanie zegarka — i była sama ze swojemi myślami, a raczej z marzeniami.
Przejdzie jeszcze kilka dni, a później będą zaręczeni. Ojcu on napewno bardzo się spodoba. Prawdziwy mężczyzna. Ojciec, gdy był młody, musiał go przypominać sposobem bycia i uśmiechem. Mówiąc szczerze, Henryk jest śliczny. Takiego męża niełatwo znaleźć. Wszystkie koleżanki będą jej zazdrościły. Oczywiście musi być cichy ślub. On będzie w żakiecie, a ona w takim szarym kostjumie, w jakim była księżna Yorku na wiosnę w Arcachon. Do tego zwykły filc z cieniutkim ciemnoczerwonym sznureczkiem i szare reniferowe pantofelki na średnich obcasach. Będzie przy nim wyglądać jeszcze drobniej, ale to właśnie dobrze. Wprost z kościoła pojadą na dworzec.
— No tak — zastanowiła się — ależ on będzie musiał się przebrać!
Zresztą o tem już pomyśli mama. Ona jest taka zaradna. A po powrocie z podróży (bo podróż koniecznie musi być!) zamieszkają najlepiej na kolonji Staszica. Kupią sobie taki domek z hallem i ze schodami i z dużą łazienką, taką z oszklonym sufitem, jak u Toli Rzewuskiej, tylko nie z lagrowem szkłem, bo znacznie

271