Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Trzecia płeć.djvu/335

Ta strona została uwierzytelniona.

czowo wykładała mu całą sprawę, raz po raz powtarzał niecierpliwie:
— Tak, tak i co dalej?
Spoglądał przytem na zegarek w taki sposób, że było to wręcz obrażające. Na zakończenie zaś powiedział:
— Dobrze, sprawdzę to sam, ale pani jest kłótliwa.
— Jak to mam rozumieć, panie dyrektorze? — zatrzymała się Anna.
— Jak się pani podoba — odburknął — dowidzenia pani.
Wróciła do swego boksu cała drżąca. Nie spodziewała się takiego przyjęcia. Tański, który wiedział o wszystkiem i bynajmniej nie pochwalał gburowatości szefa, pocieszał ją, jak umiał.
— Ach, Boże, Boże — trzęsła się Anna — jak ja jestem nieszczęśliwa, że muszę to wszystko znosić. Co ja dałabym za możność porzucenia tego ohydnego biura!...
Nadobitek wciąż nie przychodziło z dyrekcji odwołanie wycieczki, a w kilka dni później Anna dowiedziała się, że wycieczka została postanowiona. Było to nie do wiary! A jednak trzeba było z tem się liczyć. Panna Stopińska pewnego dnia zażądała przedstawienia dotychczasowej pracy, a ponieważ Anna w przeświadczeniu, że rzecz nie dojdzie do skutku nie zrobiła nic, nastąpiła przykra awantura. Wobec całego biura panna Stopińska wołała podniesionym głosem:
— To jest karygodne niedbalstwo! Pani lekceważy swoje obowiązki! Każdy chciałby pieniądze brać i nic nie robić! Ale ja potrafię panią przywołać do porządku!
Tego dnia Anna postanowiła szukać innej posady. Zaraz nazajutrz była u Kuby i telefonowała do Szczedronia. Niestety, Szczedroń nie miał żadnych odpowiednich stosunków, zaś w Instytucie Bakterjologicznym

333