Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Trzecia płeć.djvu/81

Ta strona została uwierzytelniona.

berga przeszło dwieście. Pozatem dużo jest jeszcze literatury o Meistersingerach.
— Pan jest szczęśliwy — wzdychał poinformowany — pan ma czas na czytanie.
A nazajutrz szedł do druku artykuł, w najlepszym zaś wypadku zaczynano dyskutować o brakach landauowskiej monografji.
Z tem wszystkiem Dziewanowski czuł się w gronie Kolchidy wcale dobrze i nie godził się z Szczedroniem, że nazwa ta powinna być uwspółcześniona i nosić miano gubernji Kutaiskiej.
— Trzeba szanować nomenklaturę geografji — mówił Szczedroń, zacierając ręce.
W kawiarni Mazowieckiej bywał rzadko, o każdym z jej bywalców miał coś uszczypliwego do powiedzenia, zaś Szawłowskiego nazywał Orfeuszem i przepowiadał mu rozszarpanie przez Menady, z Wandą oczywiście na czele.
Marjan jednak znajdował w Kolchidzie towarzystwo ciekawe i nudził się tu tylko wówczas, gdy tematem sporów stawały się jakieś osobiste rozgrywki, jakieś zabiegi kuluarowe i plany realnej akcji. O tem wszakże mówiono rzadko. Tego dnia na tapecie był artykuł Wandy o dziedzictwie kłamstwa, w związku z czem Szawłowski mówił — o sobie. W sposób barwny opisywał swoje zetknięcia się z różnemi wybitnościami z przed lat trzydziestu, gdy jako młodzieniec zapędzał je ma się rozumieć w kozi róg, posługując się swoją rzeczywistością, nie uznającą obsłonek.
— Czy nie przyjdzie ta twoja kuzynka? — zapytał Dziewanowski, pochylając się do Wandy.
— Anna? — zdziwiła się.
— Tak.
— Podoba ci się?
— Nie wiem — wzruszył ramionami.

79