Strona:Tadeusz Dołęga-Mostowicz - Trzecia płeć.djvu/82

Ta strona została uwierzytelniona.

Wanda spojrzała nań przelotnie, zapaliła papierosa i zapytała:
— Nie sądzisz chyba, bym chciała ją tu wprowadzić?... Jeżeli cię jednak interesuje... Nic łatwiejszego, jak zatelefonować do niej. Mieszka u mojej matki, znajdziesz numer w katalogu.
— Czy to ma być zazdrość? — skrzywił się Marjan.
Wanda wybuchnęła cichym śmiechem:
— Ależ nie, nie, mój drogi. Tylko nie mogę pojąć, co cię zajęło w Annie? Uroda?...
— Nie wiem — powtórzył obojętnie — jeżeli nie chcesz, mogę jej wogóle nie widzieć. Nie zależy mi na tem.
Do stolika zbliżyło się jeszcze kilka osób i musieli przerwać rozmowę, z czego zresztą Dziewanowski był zadowolony. Nie znosił zatargów z kimkolwiek, a zwłaszcza z Wandą i postanowił nie wracać już do kwestji, która wprowadzała pewne zaburzenie w ich stosunku.
To też ani tego dnia ani następnych nie wspominali Anny. Wanda wprawdzie kilkakrotnie próbowała dotknąć tego tematu, lecz że działo się to w obecności Szczedronia lub Szawłowskiego, Marjan mógł nie podejmować rękawicy. Pewnego razu spotkali w teatrze Żermenę. Marjan znał ją mało i nie lubił jej. Działała mu na nerwy. Była uosobieniem ustawicznego ruchu, pędu, pogoni. W ciągu pięciu minut zdążyła opowiedzieć, że kupiła szenszyle za psie pieniądze, że jakiemuś bokserowi, z którym jechała, pękła kierownica pod Miechowem, że wystąpi w filmie, bo chce sprawdzić, czy jest fotogeniczna, że pani Jelska-Szermanowa została wybrana na delegatkę do Amsterdamu, że dzisiejszy mecz w Pradze czeskiej skończył się porażką „Polonii“, gdyż Cybuch drugi zwichnął nogę i zastępował go Piskalczyk, ten, co kupił czerwonego „Fiata“ od Porzękowskiego, że ona rozwodzi się z Kubą i że po przed-

80